|
STATYW,
czyli
Fotografia na Sztywno

Statyw, to ciągle dla wielu
z nas - fotografujących, temat lekko uboczny. Wiadomo, że powinno się go
posiadać, ale pieniędzy często brak, a jeśli coś wpadnie, to raczej
inwestuje się w aparat, obiektywy, lampy, itp.
A statyw, to gdzieś tam okazyjnie w hipermarkecie. W końcu, jaka to
różnica - każdy ma trzy nogi i podobnie wygląda.
A przecież tak, jak w każdej dziedzinie, o wszystkim decyduje najsłabsze
ogniwo.
Nie pomoże wspaniała lustrzanka z jeszcze wspanialszym obiektywem, gdy
wszystko to buja się na statywie przy byle większym podmuchu wiatru, czy
też mocniejszym tupnięciu nogą w ziemię.
Ważne jest, aby statyw był,
jak najbardziej sztywny i stabilny. Liczą się właśnie te kryteria, a nie
kwestie materiałów z jakich statyw zbudowano. Pewnie wywoła to u
niektórych zdziwienie, ale nadal istnieją firmy np. Berlebach, produkujące
statywy, których nogi wykonane są z drewna. Znajdują one wielu nabywców,
którzy twierdzą, że drewno jest w tej mierze lepsze od metalu, ponieważ
lepiej tłumi drgania idące od strony podłoża. Jakoś nie mam podstaw, by im
nie wierzyć...
Najczęściej do produkcji nóg statywowych stosuje się aluminium, lub jego
szlachetniejszą odmianę - duraluminium.
Oczywiście postępu nie da się powstrzymać i do głosu doszły włókna
węglowe, szalenie wytrzymałe, a przy tym lekkie.
Niestety ceny takich statywów mogą przyprawić o zawrót głowy.
Do produkcji głowic
statywowych nadal niezastąpiony okazuje się poczciwy metal - mosiądz,
aluminium, czy też w tych najdroższych - stopy magnezowe. Jeśli ma to być
głowica pod ciężkawą lustrzankę klasy wyższej, powiem krótko - plastik
wykluczony. Dlaczego? Dowiesz się tego w każdym solidnym i uczciwym
sklepie foto, lub dalszej części, jeśli temat Cię nie znudzi.
Co do kupowania statywu -
zawsze należy go rozłożyć, wyciągnąć w górę kolumnę i dopiero w tym
położeniu sprawdzać jego sztywność i stabilność. Jeśli brakuje kasy i
wahamy się, który brać z tych tańszych, to nie ma się co certolić, tylko
rozłożyć sobie któryś z tych droższych by użyć go, jako odniesienie dla
tych tańszych. Może się zdarzyć, że za stosunkowo małe pieniądze trafimy
na sprzęt niewiele ustępujący tym trzy-, czterokrotnie droższym.
Im statyw cięższy, tym
stabilniejszy, jednak gdzie znaleźć wolontariusza, który będzie to
żelastwo za nami targał. Ideałem byłby model lekki w przenoszeniu, a
robiący się ciężki po rozstawieniu. Namiastką tego jest wieszanie na
lekkim statywie czegoś ciężkawego np. swej torby foto, chociaż nie tylko.
Często po wielogodzinnym targaniu pancernego Manfrotto, sam miałem ochotę
się na nim powiesić i skończyć tę katorgę.
W aparatach
fotograficznych, gwinty statywowe występują w dwóch standardach - o
średnicy 1/4" oraz 3/8". Te pierwsze są najbardziej rozpowszechnione w
aparatach lżejszego kalibru tzn. małoobrazkowych, a te drugie w średnio- i
wielkoformatowych, gdzie muszą przenosić większe obciążenia.
Ta sama zależność występuje na styku statyw - głowica. Oczywiście mam tu
na myśli statywy mające możliwość wymiany głowicy.
Statyw mający przenosić duże obciążenia, posiada gwint 3/8" i koniecznie
trzeba na to zwrócić uwagę przy zakupie głowicy. Taka zależność ma
np. miejsce w przypadku Manfrotto, którego posiadam, ale już do monopodu
musiałem poszukiwać głowicy na gwint 1/4".
W przypadku konieczności wkręcenia śruby o średnicy 1/4" w gniazdo o
średnicy 3/8", można dokupić specjalną nakrętkę przejściową. Istnieją dwa
rodzaje takich nakrętek - wkręcane w gniazdo aparatu (drugie zdjęcie
poniżej), i różniące się nieco budową (posiadają miękką podkładkę),
nakręcane na śrubę.


I jeszcze tylko proste z
pozoru pytanie - Czym właściwie jest statyw i do czego służy?
Już widzę Twój ironiczny uśmieszek - A cóż to za pytanie? Przecież wiadomo
do czego rzecz ta służy - do unieruchomienia aparatu w celu wykonania
nieporuszonego zdjęcia.
Proste i logiczne!
No dobrze! A jeśli położę aparat na ziemi, to czyż nie będzie on
nieruchomy? Albo na ławce w parku? Czy też przykleję go do drzewa
taśmą klejącą, to czyż nie będzie unieruchomiony?
Czy to oznacza, że wszystko można nazwać statywem?
Statyw jest to przyrząd, pozwalający nam unieruchomić aparat w
położeniu dokładnie takim, jakim my chcemy, a nie takim, jakie narzuca nam
otoczenie.
Kto myśli, że statyw to zawsze trzy nóżki, a na nich jakaś tam głowica
- ten w błędzie. Są urządzenia nie posiadające odnóży, a które
pasożytniczo wykorzystują inne przedmioty po to, aby stać się
pełnowartościowym statywem.
Istnieją również statywy o nieco odmiennej budowie, i dzięki temu
przeuniwersalne. Mam tu na myśli produkty firmy Benbo.
W skrócie, są to cztery rurki wspólnie połączone jednym trzpieniem i
zarazem blokowane jednym zaciskiem. Patent pochodzi z zakładów Vickersa,
gdzie tym sposobem blokowano trójnogi stosowane pod karabiny maszynowe
produkcji tejże firmy.
A były to początkowe lata ubiegłego wieku.
Firma Benbo nie zamontowała do trójnogu kaem-u, ale dołożyła jeszcze jedną
rurkę pełniąca rolę kolumny statywu.
I powstała świetna rzecz, której niestety nie posiadam.
Ponieważ posiadam jednego
cyfraka, a wypadało zademonstrować statywy z wpiętym aparatem, użyłem
modelu z innej epoki, co prawda dwukrotnie cięższego (i czterokrotnie
solidniejszego), ale za to o podobnych gabarytach.

|
|

Trafiłem go na giełdzie i kupiłem od ręki.
Cena była korzystna, tym bardziej, że po krótkiej zabawie, użyteczność
statywu mnie zachwyciła.
Podobnie, jak flexipod i ten statyw nie służy do w pełni ambitnych
zastosowań, jednak i nie w tym celu go stworzono.
W stanie złożonym ma długość ok.20cm, tak więc nie jest trudnym do
przenoszenia.
Sprawdza się w sytuacjach, gdy wybieram się w jakieś miejsce i jestem
prawie pewien, że flexipod mi wystarczy. Ale jeśli mam wątpliwości, to nie
mam wątpliwości, i to "prawie" sprawia, że zabieram ze sobą i tenże
statyw.
Po rozłożeniu, statyw osiąga wystarczającą wysokość do spokojnego
fotografowania, ale niestety - trzeba przed nim paść na kolana. Również
nie można wówczas liczyć na jego niewzruszoność, zwłaszcza przy cięższym
aparacie. Mam tu na myśli np. EOS-a 50E z batterypackiem i zoomem 70-300.
Olympus 5050 i również aparat pokazany na zdjęciu, nie robią na nim
szczególnego wrażenia. |
|

Nazwałem go tak, ponieważ jego faktyczna nazwa
i tak nic nikomu nie powie.
Jest to jeden z wielu tysięcy klonów krążących po świecie. Ten akurat
pochodzi z Niemiec i tamże go wyprodukowano. Dawniej można jeszcze było
takie kupić. Dzisiaj zalewa nas - Made in China.
Trochę mi szkoda przedwczesnego zakupu.
Te z Chin mają o wiele większą wartość kolekcjonerską. W końcu nie każdy
może pochwalić się statywem, przy którego produkcji np. szesnastoletnia
dziewczyna, pracująca dwanaście godzin dziennie, siedem dni w tygodniu,
przy stawce 15 centów na godzinę, straciła obie ręce.
Co za rarytas dla Europejczyka !
Ale czas wrócić do przedmiotu
wyprodukowanego w kraju cywilizowanym.
Statyw, to połączenie cienkiego aluminium i tworzyw sztucznych. Wszystko
to czyni go lekkim i tylko tyle. Nie idzie to bowiem w parze ze
stabilnością i wytrzymałością. Przy rozłożeniu na maksymalną wysokość i
dodatkowym podniesieniu kolumny, wpięcie ciężkiego aparatu można sobie
darować.
Swego czasu rozstawiłem go w prawie szczerym polu, gdzie zza lekkiego
pagórka wyłaniała się wieża zrujnowanego klasztoru. Wpiąłem EOS-a 50 z
tele 300mm i wysunąłem kolumnę statywu, jak najwyżej w górę.
Zdjęcia nie dało się zrobić. Powiewał lekki wiatr i obraz w wizjerze ciągle się bujał. Po opuszczeniu kolumny było lepiej, ale kadr już nie ten.
To zdarzenie było przyczynkiem do rozejrzenia się za statywem z
prawdziwego zdarzenia, o czym później.
|
|
Nogi statywu podzielono na trzy sekcje składane teleskopowo. Najlepszą
stabilność można uzyskać w sytuacji, jak wyżej, tj. nie wysuwając
ostatniej najcieńszej sekcji odnóży. Tyczy się to zwłaszcza cięższych
aparatów, w
przypadku 5050 i jemu podobnych, statyw można rozkładać wyżej.
Statyw fabrycznie jest wyposażony w głowicę tzw. panoramiczną, to również
standart w tego typu modelach.
Duże udogodnienie to wyposażenie głowicy w szybkozłączkę. Jest to odpinana
plastikowa płytka, którą przykręca się do gniazda statywowego w aparacie.
Pozwala to szybko wpinać i wypinać aparat ze statywu. Przydaje się to w
sytuacjach, gdy mamy już ustawiony kadr, ale chcemy jeszcze dla pewności
pomierzyć światło w pewnych jego częściach. Można wówczas na chwilę wypiąć
aparat, pomierzyć i wpiąć z powrotem, nie tracąc ustawionego wcześniej
motywu.
Główną wadą głowicy jest materiał, z jakiego ją stworzono - tworzywo
sztuczne. Nie neguję tutaj wytrzymałości plastiku, to fakt - często
przewyższa on wytrzymałością metal, ale w jednym nadal mu nie dorównuje. -
Czy ktoś widział plastikowe gwoździe?!
Mam tu na myśli zjawisko sprężystości. Tworzywo sztuczne, choćby
najbardziej wytrzymałe, zawsze będzie bardziej sprężynować od litego
metalu.
W przypadku głowic statywowych jest to bardzo dokuczliwe zjawisko,
zwłaszcza w przypadku wykonywania większych zbliżeń. Im cięższy aparat,
tym gorzej.
Ustawiasz precyzyjnie kadr, mocno blokujesz głowicę, puszczasz rączkę, a
obiektyw i tak odjeżdża w dół. Po prostu plastik się poddaje. Kadrując
taki motyw trzeba brać na to poprawkę i metodą prób i błędów wstępnie
ustawiać obiektyw wyżej.
Delikatnie pisząc, potrafi to być mocno wkurzające. |
|

Końce odnóży statywu
wyposażono w metalowe kolce, na które wkręcono gumowe nakrętki.
Kolce pozwalają zaprzeć się na śliskim podłożu, pod warunkiem, że nie jest
to lśniący nowością parkiet w domu znajomych - wówczas należy kolce
schować.
W sumie statyw wielce użyteczny, ale przede wszystkim pod lekkie aparaty.
Przy użytkowaniu lustrzanki wyższej klasy z takimże obiektywem, zakup
statywu tego typu, to zwyczajnie strata pieniędzy.
W czasach, gdym używał EOS-a, statyw, ku uciesze pająków, leżał
zapomniany, gdzieś w kącie. Obecnie wrócił do łask, ale tylko za sprawą
lekkiej wagi 5050 i lekkości samego statywu, co docenia się dopiero po
przejściu kilkunastu kilometrów.
|